niedziela, 2 marca 2014

SIX

-A niby po co mam zacząć komuś ufać,a potem się na nim zawieść? Po jaką cholerę Amber?-warknął oburzony.
-Na mnie się nie zawiedziesz..-wyszeptałam i odsunęłam się od chłopaka. Siedzieliśmy w ciszy,ale szczerze? Nie przeszkadzało mi to,wiedziałam że chłopak w tej chwili myślał poważnie nad swoim życiem.Wiecie co jest najgorsze? Innym umiesz pomóc,a samemu sobie nie potrafisz.Każdy człowiek w swoim życiu dochodzi do momentu gdzie jest w tak zwanej 'dupie'.Nie wie co zrobić,nie wie co dalej robić ze swoim życiem..nie wie nic. W takiej właśnie sytuacji znajdował się chłopak,a może nawet ja sama? Z Ashtonem byłam naprawdę szczęśliwa ,wiązałam z nim moją przyszłość, a co teraz? Zostawił mnie dla jakiejś pierwszej ,lepszej dziwki.
Za to Justin po prostu pogubił się we własnym życiu,nie wiedział jak iść przez nie dalej,nie popełniając tych samych błędów.Chciałabym mu naprawdę pomóc,to dobry chłopak,ale po prostu pogubiony.Jego uśmiech pojawiał się bardzo rzadko ale kiedy już się pojawiał był naprawdę szczery.
-Amber?-zapytał mnie Justin, tym samym wyrywając mnie z moich rozmyśleń.
-Dlaczego tu jesteś?-spytał ponownie.
-Zaprosiłeś mnie-nie wiedziałam do czego on dąży.
-No tak,ale równie dobrze mogłaś się nie zgodzić, czemu ze mną pojechałaś? Litość? Nie chcę jej.
-Nie jestem tu z żadnej litości Justin,jestem tu bo chce ci pomóc,zależy mi na tobie wiesz?-w jednej chwili Justin przybliżył mnie do siebie i po prostu pocałował.Jego słodkie usta dotknęły moich.Uśmiechnął się i zaśmiał się pod nosem.
-Jesteś słodka -wyszeptał mi do ucha,a mi zrobiło się tak cholernie miło na sercu,czemu aż tak mi na nim zależało?
*Justin's POV*
Siedzieliśmy z Amber na ławce. Ta dziewczyna naprawdę nie była 'jak każda' była zupełnie inna, była troskliwa,pewna siebie, szczera,otwarta i delikatna.Jak to możliwe że poznałem ją w ciągu kilkunastu godzin? Sam nie wiem, po prostu wiem że jest wyjątkowa.Uznałem że powinniśmy wjechać do pobliskiego sklepu kupić coś na kolację i w ogóle wypełnić lodówkę.
-Am?-spytałem ,zerknąłem na nią i chyba wyrwałem ją z rozmyśleń.
-Hmm?-spojrzała na mnie uśmiechnięta.
-Może powinniśmy już jechać? Po drodze wstąpimy do sklepu.
-Okej, a obiecasz mi jedno?-usiadła mi na kolanach i wyszeptała do ucha:
-Obiecasz mi że jeszcze mnie tu kiedyś zabierzesz?
-Obiecuję-wyszeptałem tak cicho jak zrobiła to dziewczyna.Wsiedliśmy na motor i pojechaliśmy do skelpu gdzie zrobiliśmy zakupy. To dziwne,ale miałem przeczycie że ciągle ktoś nas obserwuje,może to z nerwów,albo ze zmęczenia? Sam nie wiem,ale wiem że coś się kroi ,albo mam omamy.
Dojechaliśmy do domku,rozpakowaliśmy zakupy.Była 18,więc uznałem że zrobię kolację.
-Zrobię coś do jedzenia,a  ty możesz się iść umyć jak chcesz-zaproponowałem.
-Nie chcesz żebym ci pomogła?-usiadła na blacie, w tym samym miejscu gdzie ją pocałowałem,gdzie dotknąłem tych jej słodkich ust, tam gdzie była cała moja. *DING* Ogarnij się Justin.
-Justin?-Amber patrzyła na mnie i zaczęła się śmiać -też pomyślałam o tym buziaku-zaśmiała się i poszła na górę,pewnie żeby wziąć ten prysznic. Czyli ona też o tym myślała,o jezu, ja pierdole.
Boże Justin ,ogarnij się.
*Amber's POV*
Musiałam iść z tej kuchni bo pewnie byłam już cała czerwona jak burak. Poszłam do pokoju gdzie znajdowały się moje ubrania. Ugh, zapomniałam pidżamy.Uznałam ze Justin się nie obrazi jak wezmę jego jakąś koszulkę.Podeszłam do jego torby i wyciągnęłam jakąś niebieską koszulkę z napisem 'CONFIDENT' i poszłam do łazienki. Stanęłam przed lustrem i myślałam że padnę. Wyglądałam masakrycznie, naprawdę.Włosy miałam rozczochrane,makijaż rozmazany i w ogóle. To może dlatego Justin zaproponował żebym pierwsza szła do łazienki? Aż zachciało mi się śmiać z własnego wyglądu.
Ściągnęłam z siebie ubrania i weszłam pod prysznic,gdzie siedziałam chyba z godzinę. Dokładnie się umyłam, zmyłam makijaż, umyłam włosy ,a później to już tylko wygłupiałam się i śpiewałam przeróżne piosenki.Reasumując zachowywałam się jak dziecko. Gdy już wyszłam z pod prysznica, dokładnie wytarłam moje ciało ręcznikiem,włosy wysuszyłam ,a później spięłam w luźnego koka. Ubrałam koszulkę Justina i podreptałam do kuchni,gdzie wszystko było przygotowane.Chyba nie rozumiecie co to znaczy.Dokładnie na całym stole było jedzenie. Naleśniki,sałatki,kanapki i inne potrawy ,które można zjeść na kolację.Niestety nigdzie nie widziałam Justina.
-Juuustin?-krzyknęłam z nadzieją że chłopak się odezwie.
-Juuustin?-powtórzyłam czynność ,aż w końcu ktoś podniósł mnie do góry i wziął na ręce.Przestraszona zaczęłam się wyrywać i piszczeć ze strachu.
-Eeej kochanie nie krzycz-uspokajał mnie Justin.
-Przestraszyłeś mnie..-wymamrotałam próbując się uspokoić.
-Przepraszam, kolacja na zgodę? -spytał uśmiechnięty.
-Mhm.. ale postaw mnie już.-powiedziałam stanowczo,a chłopak zrobił to o co poprosiłam.
Usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy konsumować potrawy zrobione przez chłopaka ,które były naprawdę pyszne.
-Widzę komuś wygodnie  w mojej koszulce-zaśmiał się chłopak.
-Zapomniałam pidżamy i pomyślałam że nie będziesz zły,gdy ją pożyczę.-odpowiedziałam nabijając na widelec kawałek naleśnika z nutellą i bitą śmietaną.
-Nie jestem zły bo wyglądasz w niej świetnie,ale nie lepiej niż ja-oboje wybuchnęliśmy niekontrolowanym śmiechem.Przy chłopaku czułam się naprawdę swobodnie i nie musiałam nikogo udawać, mogłam być sobą. Gdy już byliśmy pełni,posprzątaliśmy wszystko, a chłopak poszedł się myć. Ja natomiast poszłam przed telewizor.
*Justin's POV*
Wziąłem szybki prysznic,a potem szybko przeszedłem do innego pokoju żeby zadzwonić do Chrisa czy coś się dzieje w mieście i w ogóle.Rozumiecie ten sarkazm?
-Hey hey Nyyyga!-krzyknął zza słuchawki mój przyjaciel.
-No siema stary,słuchaj wiesz po co dzwonię.
-No tak u mnie wszystko okej.-zaśmiał się idiotycznie.
-Kurwa tak cieszę się bardzo,o ile grają?-tak wiem, miałem z tym przestać. Gadałem o tym z Amber,ale po prostu nie potrafię.Ciekawość ile pieniędzy można wygrać zżera mnie od środka.
-Justin.. może dość co? Jesteś z Amber na weekendzie,macie tyle rzeczy które możecie zrobić-zaśmiał się,a mi w cale nie było do śmiechu.- a poza tym weź stary ,koniec.
-Ja kurwa zdecyduje kiedy będzie koniec okej?! -warknąłem, a u progu drzwi stanęła Amber.Ja rozłączyłem się z przyjacielem i od razu podszedłem do dziewczyny.
-Przepraszam..-wyszeptałem.
-Nie Justin,nie przepraszaj.. to twój wybór.Chcesz grać? Graj,idę się przejść.-powiedziała i nie czekając na to co powiem po prostu wyszła z pokoju zmierzając w stronę drzwi.
-Amber! Jest późno chodź,lepiej pogadajmy o tym!-biegłem za dziewczyną,ale ona nie zamierzała odpuścić.Aż w końcu wyszła z domu a ja załamany usiadłem przy stole i czekałem aż wróci,bo wiedziałem że gdybym poszedł za nią to by nic nie dało.
Co mogłem jej powiedzieć? Tak wiem,dla tej dziewczyny liczyłem się i to może nawet bardzo,ale nie mogę przestać grać, po prostu nie mogę.Myślałem że spędzimy fajnie weekend,ale oczywiście wszystko musiałem zjebać jak to ja oczywiście.
*Amber's POV*
Szłam cała zapłakana przez ciemny las,czy się bałam? W cholerę,ale wiedziałam że jak na razie nie chce do niego wracać,bo znów będzie bajerował mnie tekstami 'przestanę,okej' ,'daj spokój..skończyłem z tym' i tak dalej.Więc czy to miało jakiś najmniejszy sens? Justin co chwilkę próbował się do mnie dodzwonić lecz na marne,nie miałam zamiaru jak na razie odebrać telefonu. Gdy szłam przez las słyszałam jakby ktoś cały czas szedł za mną i jakby mnie obserwował. Było ciemno,ale to tylko może moja paranoja? No kurde,co ma zrobić dziewczyna idąc sama przez ciemny las? Mam w tym momencie myśleć o błyszczykach,stanikach itd? No sorry,ale to nie ja.
-Hej maleńka-poczułam czyiś oddech na mojej szyi ,więc momentalnie odskoczyłam. Mężczyzna-bo poznałam po głosie,był dość wysoki i chudy.Za nim stał drugi,ale trochę niższy i grubszy.Nic więcej nie mogłam o nich powiedzieć bo było ciemno ,a poza tym  mam opisywać gości których się boję? Moje serce było już totalnie pod gardłem,a na dodatek umierałam z zimna.
-Będziesz nam potrzebna wiesz?-odezwał się drugi.
-Czego ode mnie chcecie?-zadrżał mi głos.Tak naprawdę chciałam udawać silną,ale jak widać średnio mi to wychodziło.
-Zobaczysz w swoim czasie,a teraz zamknij się skarbie i nie krzycz-poczułam mocne uderzenie w twarz..a potem już tylko ciemność..
*Justin's POV*
Chodziłem po lesie już od kilku godzin,dzwoniłem do Amber..tak cholernie się martwiłem.Spieprzyłem całą sprawę,a co jeżeli dziewczynie coś się stało? Nie miałem pojęcia co mogłem teraz zrobić.
Mój telefon zaczął dzwonić 'Chris'
-Mają ją stary..
* * * *

-Rozdział do dupy.
-Przepraszaam
czekam na hejty ,serio.

wtorek, 18 lutego 2014

W A Ż N E

Kochani moi ♥ Przepraszam że nie dodaje rozdziału przez dłuższy czas,ale jestem chora,brałam udział w wymianie i ogólnie nie było czasu i pomysłu żeby pisać.Obiecuję że teraz znów sprężę się z pisaniem :) Mam nadzieję że nie przestaniecie czytać mojego opowiadania,a rozdział postaram się dodać do końca tygodnia ♥ Btw dziękuję że piszecie i pytacie o rozdział bo to bardzo miłe,naprawdę! :)  KOCHAM WAS 

niedziela, 2 lutego 2014

FIVE

Gdy już dwójka nastolatków wyszła z klubu w całkiem niezłych humorach,jeden z mężczyzn wyciągnął aparat i zaczął robić im zdjęcia.
-Rób porządnie Shon,musimy widzieć morde tej ślicznotki-wymruczał jeden z mężczyzn.
-No okey, okey -odpowiedział mu drugi z uśmiechem i wykonywał swoją pracę.Gdy już para zniknęła im z pola widzenia oboje wsiedli do samochodu i jechali wprost za nimi do akademiku.
* * *
Justin's POV
-Amber po prostu bądź sobą, pokaż mu co straciłaś,a ja sobie jakoś poradzę-powiedziałem do dziewczyny mocniej zaciskając ręce na kierownicy.
-Ale Justin zrozum..nie chcę żebyś czuł się jakoś,ale chce żebyś czuł się dobrze, nawet bardzo dobrze-uśmiechnęła się szczerze ukazując szereg jej białych zębów.Miała naprawdę piękny uśmiech,w jednej chwili wpadłem na świetny pomysł.
-Amber, mam pomysł!-krzyknąłem głośniej niż nawet przewidywałem.
-Nie zmieniaj tematu Justin-jęknęła niezadowolona i przeczesała jej ciemne włosy ręką.
-Nie zmieniam,pogadamy o tym później. Jest weekend nie? Więc jedźmy do domku w górach na dwa dni,mieszkają tam moi rodzice,ale aktualnie ich nie ma ,zadzwonię,zapytam i jedziemy ,odpoczywamy! Co myślisz?-spojrzałem przez chwilę na dziewczynę ,która uważnie wsłuchiwała się w każde wypowiedziane przeze mnie słowo.
-Justin ja.. mamy tyle sprawdzianów po weekendzie, tyle rzeczy do zrobienia,pewnie Emily będzie chciała żebym została.-wiedziałem że próbowała udawać że jest coś ważnego do zrobienia,a tak naprawdę bała się ze mną jechać.
-Nie bój się ze mną jechać -puściłem jedną ręką kierownice i złapałem za rękę dziewczyny,która była tak bardzo zimna. Przecież  nic nie mówiła że jej zimno?Zjechałem na pobocze ,a dziewczyna spojrzała na mnie pytająco.Ściągnąłem z siebie bluzę i zarzuciłem na jej ramiona przy okazji całując jej słodki policzek.
-Dziękuję-wyszeptała niepewnie, a na owy policzek wdarł się czerwony rumieniec.
Uśmiechnąłem się ,a dziewczyna odwzajemniła uśmiech.Odpaliłem samochód i jechałem w stronę akademiku.
-Możemy jechać Justin,w sumie pouczę się w niedziele w nocy-zaczęła dziewczyna, a radość opanowała całe moje serce.
-Zobaczysz..nie pożałujesz-powiedziałem radośnie. Dojechaliśmy pod akademik,dziewczyna chciała już wychodzić a ja złapałem ją za rękę i powiedziałem:
-Będę za dwadzieścia minut,bądź gotowa okej?-spojrzałem na nią pytająco.
-No dobrze-zamknęła drzwi od samochodu a ja odjechałem z piskiem opon.
*Amber's POV*
Z uśmiechem na twarzy weszłam do naszego mieszkania,gdzie nie było żadnej żywej duszy-niestety Emily najwidoczniej wyszła z Chrisem.Nie chciałam jej mówić tego że wyjeżdżam z Justinem na weekend przez telefon,wolałabym powiedzieć jej osobiście,ale chyba będę zmuszona zadzwonić. Wyciągnęłam telefon z kieszeni spodni i wybrałam numer do przyjaciółki.
-Am? Jesteś już w domu?-spytała moja przyjaciółka tłumiąc swój śmiech.
-Tak, a tobie co tak wesoło?
-A nic ,nic.Słuchaj będę za kilka godzin w domu,coś ważnego?-spytała tak jakoś obojętnie?
-Um..jadę z Justinem na weekend w góry, cześć-rozłączyłam się nawet nie czekając na to co odpowie mi moja przyjaciółka.
Czym prędzej wyciągnęłam moją kremową walizkę z szafy i pakowałam tam najpotrzebniejsze rzeczy:ubrania,buty,kosmetyki itd. Gdy byłam już prawie gotowa ktoś zadzwonił do drzwi.Podniosłam swój leniwy tyłek i ruszyłam żeby otworzyć drzwi.Stał w nich uśmiechnięty Justin.
-Co ty taki zadowolony?-spytałam wpuszczając go do środka.
-Bo wiem że spędzę niesamowity weekend z tobą-puścił mi oczko i spytał-co mogę już dawać do bagażnika?
-Hmm..więc tamtą kremową torbę możesz włożyć.Ja się tylko w miarę ogarnę i możemy jechać,na pewno nie chcesz wyjechać rano?-spytałam,bo szczerze bałam się z nim trochę jechać, a to że jechaliśmy w nocy bardziej przyprawiało mnie o strach.
-Okey,nie shawty,wiem o co ci chodzi. Będę jechał powoli okey?-przybliżył się do mnie i ucałował mój policzek,przy okazji przytulając mnie do siebie.Nie wiem czemu,ale poczułam się bezpiecznie,wiedziałam że w tej chwili nic mi się nie stanie, czułam się nawet lepiej niż w objęciach Ashtona.
Po kilku minutach odczepiliśmy się od siebie z Justinem,a chłopak poszedł wnieść torbę ja natomiast powędrowałam do łazienki żeby się przebrać i odświeżyć.
* * *
Jechaliśmy już od kilku godzin w samochodzie,a mi co chwilę zamykały się oczy,ale nie chciałam zasypiać,bo jakby to wyglądało.Ja sobie śpię,a chłopak biedny musi jechać po nocy.Justin tak jak powiedział jechał wolno jak na niego i co chwilę zerkał na mnie z szerokim uśmiechem.
-Prześpij się Shawty jeszcze trochę mamy przed sobą-powiedział gładząc mój policzek.
-Nie spokojnie Justin..nie chce mi się spać-wymamrotałam przecierając oczy.
-Shawty..zaśnij sobie,poradzę sobie i dowiozę nas szczęśliwie na miejsce,obiecuję.-To jak na mnie mówił,było takie..słodkie? Sama nie wiedziałam jak to określić? Ale wiedziałam że było to bardzo miłe.
Ułożyłam się na boku i zamknęłam oczy pozwalając Morfeuszowi zabrać mnie w swoją piękną krainę snów.
*Justin's POV*
Amber od razu zasnęła,wyglądała tak słodko.Przy tej dziewczynie zachowywałem się całkiem inaczej,jak normalny nastolatek z normalnymi problemami .Uśmiechałem się,byłem szczery,nie wiem co ona ze mną robi.Wiedziałem jedno,że tak łatwo jej sobie nie odpuszczę.Przyśpieszyłem trochę abyśmy szybciej dojechali na miejsce.

Gdy już dojechaliśmy do domku moich rodziców upewniłem się że ich nie ma,otworzyłem drzwi i wniosłem śpiącą na moich rękach Amber,ułożyłem ją na łóżku,przykryłem kołdrą ,a następnie poszedłem wnieść bagaże.Gdy już wszystko było w miarę na swoim miejscu,zamknąłem domek i poszedłem wziąć szybki prysznic.

*Regular POV*
Młody kanadyjczyk nie zdawał sobie sprawy z tego że przez cała drogę śledziło go dwóch mężczyzn,którzy zaparkowali kilkaset metrów od domku aby pozostać niezauważalnym.
-On na pewno wyjdzie z domu jutro,więc bierzemy dziewczynę, zostawiamy ten liścik i spadamy ją gdzieś schować rozumiesz?-spytał jeden z mężczyzn.
-Jutro zostawmy ich w spokoju, to by było za bardzo podejrzane, chodź Shon prześpimy się w hotelu i tam spędzimy jutro dzień a w niedzielę zrobimy to wszystko.
-Jesteś pewien że szef nas przez to nie udusi?
-Tak jestem pewien idioto,chodź jedźmy-Shon odpalił silnik samochodu i pojechali w stronię hotelu,gdzie mieli spędzić jutrzejszy dzień.

*Amber's POV*
Jasne promienie słońca okryły całą moją twarz więc niechętnie otworzyłam oczy i zobaczyłam obok mnie śpiącego Justina. Wyglądał tak słodko,usta miał lekko rozchylone ,włosy miał totalnie rozczochrane co bardzo mi się podobało.A spał w ..samych bokserkach.Chłopak nie był niczym przykryty więc idealnie mogłam obejrzeć jego abs. Jęknęłam w myślach,chłopak był naprawdę przystojny.Dlaczego to mnie wziął ze sobą,przecież mógł wziąć i zainteresować się każdą? Dlaczego to mnie spotkało to szczęście? Uznałam że dobrym podziękowaniem na sam początek było by zrobienie śniadania. Więc jak najciszej się dało zeszłam z wielkiego łóżka i podreptałam w poszukiwaniu kuchni. Na szczęście dom nie był aż taki wielki więc z łatwością ją znalazłam.Spojrzałam do lodówki która była pełna co wywołało uśmiech na mojej twarzy.Uznałam że zrobię naleśniki z owocami,polewą czekoladową i bitą śmietaną. Mniam-idealnie śniadanie na początek,mam nadzieję udanego dnia.
Zabrałam się za przygotowania naleśników,gdy już zrobiłam masę zaczęłam je smażyć,kroić owoce i przygotowując polewę czekoladową.Gdy już wszystko miałam gotowe,zaczęłam przyozdabiać naleśniki,zrobiłam kakao i położyłam na tacy która znajdowała się w szafce za mną. Wzięłam tacę do rąk i poszłam do sypialni. Położyłam ją na szafce nocnej ,a żeby obudzić Justina złożyłam delikatny pocałunek na jego ustach.Nie pytajcie mnie czemu to zrobiłam,przeklinałabym siebie w myślach i żałowałabym do końca życia gdybym tego nie zrobiła.
Chłopak otworzył swoje oczy i spojrzał na mnie ze szczerym usmiechem.
-Za co taki słodki całus? W ogóle dzień dobry-zaśmiał się.
-Za to że mnie tu przywiozłeś, dziękuję,a tak dzień dobry-odwzajemniłam usmiech i podałam chłopakowi tacę na kolana.
-A to co? Śniadanie do łóżka? To chyba ja powinienem je robić-spojrzał na nalesniki a jego oczy momentalnie się rozszerzyły i mogłam zobaczyć tą iskierkę zadowolenia w jego oczach.
-Mniam, dziękuję -pocałował mnie w policzek,a ja czułam jak się rumieni,więc automatycznie odwróciłam się w drugą stronę
-To słodkie -powiedział
-Co?-spytałam zdziwiona.
-Rumienisz się kochanie, obróć się i daj mi się nakarmić bo nie uwierzę jak mi powiesz że już jadłaś-chłopak zrobił obok siebie miejsce i wsunął mnie do siebie pod kołdrę. Karmiliśmy siebie nawzajem,śmialiśmy się, wygłupialiśmy, zachowywaliśmy się jakbyśmy znali siebie od zawsze i jakbyśmy tylko my żyli na tym świecie. Justin cały czas chwalił naleśniki ,a ja ciągle się uśmiechałam, z resztą chłopak też co mnie bardzo cieszyło.
Gdy już naleśniki było zjedzone, a kakao wypite poszłam wziąć prysznic i ubrać się ,bo Justin powiedział że przejedziemy się na wycieczkę motorem, bałam się trochę,ale wiedziałam że jadąc z nim na pewno nic mi się nie stanie. Jak to możliwe żeby w kilka dni nienawiść przemieniła się w? No własnie,jak mam nazwać to co jest pomiędzy mną a Justinem?
Gdy już ubrana i gotowa weszłam do kuchni gdzie Justin przeglądał jakieś papiery,ale gdy tylko tam weszłam od razu schował je do teczki.
-Spokojnie, to twoja sprawa,nie będę się patrzeć skoro nie chcesz-powiedziałam siadając na kuchennym blacie.
-Nie że nie masz się patrzeć, po prostu to mało interesujące dla ciebie-uśmiechnął się i podszedł do mnie.Dzieliły nas może minimetry,a chłopak pochylił się nade mną i złożył na moich ustach namiętny pocałunek,a ja go odwzajemniłam z czego zaczęła się dość przyjemna chwila.Całowaliśmy się z chłopakiem przez pewien czas, on błądził swoimi rękami po całym moim ciele a ja zatopiłam ręce w jego włosach.Po jakimś czasie zakończyłam pocałunek,na co chłopak jęknął niezadowolony.Lekko odsunęliśmy się od siebie,a jedyne co było słychać to nasze nierówne oddechy.
-O boże,jak ty zajebiście całujesz-wymruczał chłopak ściągając mnie z kuchennego blatu.Ja nadal nie wierzyłam w to co się stało. Pocałowałam nikogo innego jak Justina Biebera,a wiecie co jest najgorsze? Cholernie mi się to podobało.
Wyszliśmy z Justinem przed dom,a chłopak odpalił swój motor, założył mi na głowę czarny kask ,a ja spojrzałam na niego pytająco:
-A ty?
-Mam tylko jeden, a jeżeli kogoś z nas ma coś boleć to mnie, zaufaj mi Shawty nic się nam nie stanie.
Uśmiechnęłam się i usiadłam na motor owijając ręce w okół talii chłopaka.Chłopak jeszcze tylko ucałował mój policzek i odjechaliśmy z piskiem opon. Jeździliśmy po okolicy a Justin cały czas śpiewał coś pod nosem, bardzo mi się to podobało.Można też było zauważyć że to lubi ponieważ starał się jak najlepiej to zaśpiewać.Nie znałam tej piosenki ale była prześliczna.Tak samo jak okolica po której jeździliśmy. Drzewa które były lekko pochylone w stronę drogi dodawały uroku temu miejscu. Jesień jest piękna,szczególnie tutaj. Jeździliśmy a ja próbowałam zapamiętać każdy widok,żebym mogła kiedyś powrócić do wspomnień i przypomnieć sobie jak pięknie tu było. Justin zatrzymał się w pewnym momencie ,a ja nawet nie zauważyłam że jesteśmy nad jakimś jeziorem.
-Może chwila przerwy co?-spytał ściągając mi kask.
-Jasne ,Justin tu jest prześlicznie,nie dziwię się że twoi rodzice kupili tu posiadłość.-uśmiechnęłam się ,złapałam chłopaka za rękę i ciągnęłam w stronę ławeczki która znajdowała się centralnie nad jeziorem.
Usiedliśmy na niej i podziwialiśmy widoki które mięliśmy w okół siebie.
-Gdy byłem mały mój dziadek zawsze zabierał mnie tu ,siedzieliśmy na tej ławeczce,łowiliśmy ryby,opowiadaliśmy sobie różne historie ,mogliśmy tu siedzieć godzinami.Wyjeżdżaliśmy wczesnym rankiem, a wracaliśmy późnym wieczorem.Spędziłem tu najlepsze lata mojego życia,a teraz zabrałem tu ciebie-przybliżył mnie do siebie ,a ja wtuliłam się w chłopaka.Chciałabym aby ta chwila trwała wiecznie.Ale wiedziałam że ta miła chwila zaraz minie i znów wrócimy do szarej,przygnębiającej nas wszystkich rzeczywistości.
-Justin..czemu to robisz?-w jednej chwili zebrałam w sobie odwagę,aby tak naprawdę szczerze porozmawiać z chłopakiem.
-Hm?-spojrzał na mnie pytająco.
-Dlaczego chodzisz do kasyna, dlaczego pakujesz się w to całe gówno?-usiadłam jeszcze bliżej niego,chciałam żeby chłopak wiedział że naprawdę się nim przejmuje i to dla mnie bardzo ważne,żeby znać prawdziwy powód.
-Nie wiem Amber..nie potrafię dać sobie pomóc,ale innym chcę pomagać,jestem popieprzony-schował twarz w dłoniach, a ja od razu je ściągnęłam i powiedziałam:
-Nie jesteś popierdolony,jesteś kochany,słodki.Jesteś po prostu chłopakiem który nie da sobie pomóc,Justin dlaczego nie dasz sobie pomóc?

* * * * * *

Kochani bardzo ,ale to bardzo was przepraszam :( Miałam remont w pokoju,dużo spraw na głowie i zaniedbałam bloga.Mam nadzieję że nie przestaniecie go czytać. Rozdział taki trochę do dupy,mało się działo,ale było trochę słodkości pomiędzy Amber i Justinem ♥ 

Piszcie komentarze bo to bardzo motywuje do pracy!

Dziękuję i jeszcze raz przepraszam, do następnego!

wtorek, 21 stycznia 2014

FOUR

*Amber's POV*
Siedzieliśmy tak wpatrzeni z Justinem w siebie od kilku minut.Nie mogłam uwierzyć w jego słowa, jak to powiedziałam mu że go kocham, Ashton to słyszał, temu tak się po mnie wydarł?
Tyle pytań przychodziło do mojej głowy,a na żadne z nich póki co nie znałam odpowiedzi.
-Przepraszam Amber, ale to dla mnie za dużo-Justin wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami,ja wtuliłam się z  płaczem w poduszki i szlochałam jeszcze przez pewien czas.
Jakie uczucie łączyło mnie i Justina? Przecież jeszcze niedawno skakaliśmy sobie do gardeł, a ten chłopak mówi mi że powiedziałam mu że go kocham,a on odwzajemnił mi tym samym? Pocałowałam Justina Biebera będąc z Ashtonem? Nie dziwię się że uważa mnie jako dziwkę,w sumie tak się zachowałam,ale naprawdę nic nie pamiętam.Próbowałam sobie to wszystko poukładać,ale jakoś nie potrafiłam.Miałam jedynie taki plan:
-pogadać z Justinem
-pogadać z Ashtonem
Szczerze? Nie wiem której rozmowy bałam się bardziej. Po godzinie siedzenia w mieszkaniu, ogarnęłam się mniej więcej,to znaczy poprawiłam makijaż,bo cały się rozmazał,wzięłam torebkę i poszłam na 3 lekcje.Jeżeli dobrze pamiętam był to wf. Wbiegłam na sale gimnastyczną gdzie dziewczyny grały w siatkówkę.
-BELLAROSA przebieraj się!-krzyknął mój nauczyciel wf. Ugh, znów to pieprzone nazwisko.Czym prędzej pobiegłam do szatni,po drodze zobaczyłam że chłopaki też mają wf więc wiem gdzie będę musiała ich potem szukać.
Ściągnęłam wszystkie rzeczy i ubrałam spodenki do siatkówki oraz top odkrywający mój brzuch.Lubiłam go,był bardzo wygodny, a poza tym pokazywał mój idealnie wyrzeźbiony brzuch,no co, coś mi się w sobie może podobać, prawda?
Włosy spięłam w wysokiego kucyka i wbiegłam na halę.
-Jesteś w drużynie Caroline-krzyknął pan Collin,na co ja jęknęłam niezadowolona w duchu. Serio,musiałam trafić na najbardziej puszczalską dziewczynę w szkole?
-Kto tu będzie w mojej drużynie,była Ashtona?-zaśmiała się idiotycznie-Ashton ma słodkie usta wiesz?-w tym momencie mnie załamała, wczoraj całował mnie ,a dziś dotykał ustami tą małą dziwkę? No co jest?A może to nie prawda i po prostu chce mnie sprowokować? Nie wiem w co mam wierzyć.
-Dziwka-mruknęłam pod nosem.
-Dziewczyny gramy! Wygrana drużyna dostaje po ocenie celującej-powiedział Collins. Ustawiłyśmy się w odpowiednich pozycjach, a gra się zaczęła. Lubiłam ten sport, był chyba moim ulubionym,prócz koszykówki.Uwielbiam patrzeć jak chłopaki w to grają, w tedy idealnie widać ich abs,czy mięśnie. *ding ding* Wracamy do normalnego życia Amber!
Gra szła nam dość dobrze,choć Caroline nie potrafiła odbić żadnej piłki to i tak darła się po reszcie drużyny ,że to akurat one nie potrafią grać, tępa dziwka.Tak bardzo jej nienawidziłam,od gimnazjum się znałyśmy to tam pierwszy raz się pokłóciłyśmy i to na dobre.
* FLASHBACK*
Lekcja matematyki,która była lekcją ostatnią skończyła się i dwie najlepsze przyjaciółki wyszły ze szkoły.
-Dziś w końcu bal ,z kim idziesz?-spytała Amber Caroline.
-Emm, słuchaj nie wiem, a ty?-skłamała, tak naprawdę nie chciała powiedzieć przyjaciółce prawdy.
-Jak to z kim? Z Fredym no nie? Chodzimy ze sobą od trzech lat, ziemia do Caro!-zaśmiała się brunetka.


Dziewczyna ubrana w piękną beżową sukienkę i nałożyła tego samego koloru obcasy, włosy miała rozpuszczone,więc jej naturalnie piękne loki podkreślały cały urok.Czekała ,aż chłopak którego tak bardzo kochała przyjdzie po nią i zabierze ją na najważniejszą uroczystość w gimnazjum. Po 4 godzinach czekania,dziewczyna zdecydowała się zamówić taksówkę i pojechać sama.Chłopak nie odbierał telefonu,a rozczarowanie Amber rosło z sekundy na sekundę. Gdy dziewczyna dojechała na miejsce weszła do budynku i zobaczyła najgorszy widok w jej życiu. Jej chłopak tańczył wolnego z jej przyjaciółką.Dziewczyna cała zapłakana pobiegła przed siebie, wszystkie emocje z niej wybuchnęły.Siedziała i płakała, tak po prostu.
Niby przyjaciółka? A zniszczyła jej najważniejszy wieczór? Ukradła chłopaka?

 * * *
Cała spocona,zmęczona poszłam  do szatni,aby wziąć prysznic.
-Musiałaś aż tak źle grać Amber, serio?-wysyczała Caroline.
-To że przegrałyśmy to nie jest moja wina Caroline-wyminęłam ją z ręcznikiem i płynem do mycia ciała w ręce.Weszłam pod jeden z pryszniców i zabrałam się za mycie swojego ciała.
Gdy już umyłam dokładnie swoje ciało jak i włosy wyszłam z pod prysznica owinięta ręcznikiem. To co zauważyłam po prostu rozłamało moje serce na kilka drobnych kawałeczków. Zobaczyłam Caroline w samych stringach całującą się z moim Ashtonem, wróciłam do poprzedniego pomieszczenia i osunęłam się po ścianie z płaczem. Nie mogę uwierzyć,mój chłopak dla którego mogłabym zrobić praktycznie wszystko tak po prostu mnie zostawił? I to jeszcze dla niej?

*Justin's POV*
Wsiadłem do mojego samochodu i odjechałem z piskiem opon.Co ja w ogóle sobie wyobrażałem? Miłość do końca życia, dzieci? Może jeszcze starą sofie i abyśmy z Amber na niej siedzieli w wspominali młodzieńcze czasy? Moje życie to kasyno,dragi-nie wiem co sobie wyobraziłem w tej pustej głowie.
Gdy już dojechałem do 'mojego' budynku ,wysiadłem z samochodu i wszedłem przez próg drzwi.Od razu poczułem alkohol i dobrą zabawę. Tu nigdy ona się nie kończy, tu nie martwi się o jutro,tu po prostu się żyje.
-Juustin, co tak wcześnie,jest 12-Shon podszedł do mnie i uścisnął moją rękę,co ja także zrobiłem z jego.
-Nie pytaj, co pijemy? Shon musimy pogadać.-powiedziałem całkiem poważnie. Usiedliśmy z chłopakiem przy barku i piliśmy drinki,które przygotowała nam dość seksowna kelnerka.
-Więc o czym chcesz pogadać?-spytał mój kolega.
-Chce zagrać o dość sporą sumkę,znów
-Justin jeszcze wczoraj wygrałeś milion? Nie mało ci?-spytał zdziwiony.
-Nie mam co robić w życiu.-wymamrotałem.
-A jutro nie macie mecz koszykówki?
-Kurwa, o 14 mam trening, dzięki że mi przypomniałeś, no to chyba wezmę sobie jakąś koleżankę na chwile co? Muszę sie odstresować-zaśmiałem sie w duchu. Wypiłem jeszcze z 4 kieliszki na raz i podeszłem do dziewczyny która wiła się na jednej z wielkich,czerwonych sof.Kiwnąłem do niej głową,a ona zrozumiała o co chodzi. Przeszliśmy do jednego z pokoi,dziewczyna była łatwa,skąd to wiedziałem? Po chwili sama się rozebrała i zrobiła to samo ze mną. Zostałem jedynie w samych bokserkach, a ona była naga, całkiem naga.Dziewczyna masowała mojego penisa przez materiał bokserek,a ja zobaczyłem że mój telefon dzwoni na ziemi.Niechętnie oderwałem dziewczynę od siebie i odebrałem telefon.
-Co chcesz Chris? Przerywasz mi coś naprawdę zajebistego wiesz?
-Justin mamy trening ,w ogóle nie możemy znaleźć Amber z Emily,nie wiesz może gdzie może być? Nie jest z tobą?
- Nie ,nie ma jej ze mną i nie będzie.Pewnie liże dupe Ashtonowi-po tych słowach rozłączyłem się z moim przyjacielem.
-To na czym skończyliśmy kochanie?-przyciągnąłem ja do siebie,a ona jęknęła zadowolona. Dziewczyna wiedziała jak robić dobrego loda..
* * *
Zadowolony z naprawdę dobrego seksu wyszedłem z pokoju i spojrzałem na wyświetlaczu mojego telefonu na godzinę-była 13 idealnie.Uśmiechnałem się sam do siebie i przed wyjściem wypiłem kilka kieliszków tak na szybko. Wiem że po wypiciu alkoholu nie powinno się prowadzić,ale ja uważałem że naprawdę nic nie czuje,wiec spokojnie usiadłem za kierownicą i miałem zamiar odwiedzić moja starą przyjaciółkę Molly która mieszkała niedaleko,zawsze wiedziała co mi doradzić, ostro się pokłóciliśmy ,ale mam nadzieję że o tym zapomniała.Jest prostytutką,więc kiedyś po nią zadzwoniłem, a ta wygarnęła mi że skoro się przyjaźnimy ona nie będzie uprawiała ze mną seksu, na to ja odpowiedziałem jej że to jej zawód.
Więc wjechałem w odpowiednią kamiennice i zaparkowałem samochód, wdrapałem się na 3 piętro i już miałem pukać do jej drzwi, gdy usłyszałem głośne krzyki. Czyżby miała klienta? Zaśmiałem się sam do siebie i wróciłem do samochodu. Włączyłem głośno muzykę i jechałem w stronę akademiku. Gdy szczęśliwie dojechałem od razu pobiegłem na hale, bo podejrzewam że się spóźniłem,na szczęście nie. Mój przyjaciel przebierał sie właśnie,gdy ja wparowałem zdyszany do szatni.
-Piłeś?-spytał.
-Może cześć Justin co?-warknąłem ściągając koszulkę i ubierając tą do koszykówki, to samo zrobiłem ze spodenkami.
-Czyli piłeś,nie ładnie kapitanie.-powiedział zdenerwowany,nigdy tak się nie czepiał,coś się stało?
-Chodźmy już
-Justin co jest z Emily? Emily wciąż jej szuka ,a ja myślałem że gdzieś pojechaliście czy co?-spytał lekko poddenerowowany.
-NIE ,NIE JEST ZE MNĄ,NIE BYŁO JEJ I NIE BĘDZIE,MOŻEMY IŚĆ NA TEN TRENING?-złapałem nerwowo za końcówki moich włosów i wszedłem na halę,gdzie wszyscy sie rozgrzewali.
-Ludzie musimy wygrać ten mecz,rozumiecie? W tedy wejdziemy do najlepszej ligi,ja pierdole wygrajmy!-krzyknąłem na co na twarzach chłopaków pojawiły się uśmiechy.
Zabraliśmy się za trening, biegaliśmy, graliśmy,tak przez kilka godzin.Byłem naprawdę zmęczony,ale wiedziałem że aby coś osiągnąć każdy z nas musiał dać z siebie wszystko. Szczerze? Nawet nie przejęła mnie ta sprawa z Amber, pewnie teraz lata za Ashtonem,bo nie ma go na treningu i liże mu dupe. Wiecie co? Żałosne jest takie coś. Ale co poradzę? Mogłem nie brać ją w tedy NIGDZIE i nie było by żadnych problemów.
-Dobra chłopaki, liczę na waszą wygraną jutro!-krzyknął trener na koniec treningu ,a my udaliśmy się wziąć prysznic.
Natomiast ja wiedziałem gdzie pojadę potem..
*Amber's POV*
Siedziałam i płakałam od kilku godzin, nie mogłam znieść tego widoku, widziałam jak ta zdzira liże się z moim chłopakiem. Napisałam do niego sms ,aby przyszedł do mnie do mieszkania, czekałam i czekałam,ale nie przychodził.Chciałam to zakończyć,ale nie wiem czy potrafiłam?
Wtulona w koc leżałam na sofie przed telewizorem. Nagle ktoś wszedł do mieszkania,ale nie był to Ashton ,tylko Chris razem z Emily.
-Jejku skarbie,czemu płaczesz ,wszędzie cię szukałam aniołku-Emsy podbiegłą do mnie i rzuciła mi się na szyję.
-Emsy ja widziałam-szlochałam-widziałam jak Ashton liże sie z półnagą Caroline,nie jesteśmy już razem, z Justinem to nie wiem co to ma być,zachowałam się jak idiotka,Emily ja już nie chce tu być-wybuchnęłam niekontrolowanym płaczem.Przyjaciółka jak i mój przyjaciel przytulili mnie do siebie i próbowali mi wyrzucić Ashtona z głowy.
-Amber jest już późno,mięliśmy iść na impreze,ale jeżeli chcesz zostaniemy z tobą i na przykład oglądniemy film-powiedział Chris.
-Niee,macie iść na imprezę, jestem pełnoletnia hallo,poradzę sobie,idźcie ,idźcie-powiedziałam,choć i tak wiedziałam ze sobie nie poradzę.
-Na pewno Amber?-spytała moja przyjaciółka.
-Na pewno,miłej zabawy-uśmiechnełąm się delikatnie,a oni wyszli wcześniej żegnając się ze mną.
Miliony myśli przechodziło przez moją głowę.Musiałam po prostu wyrzucić Ashtona z głowy,ale tak go kochałam..Dokładnie KOCHAŁAŚ go Amber,kochałaś. To już koniec,powinnam być bardziej stanowcza.Muszę pomyśleć i popatrzeć na to z innej strony, teraz jestem wolna? Umm i tak czuję się dziwnie. A co mam zrobić z Justinem? Musiałam z nim pogadać i to jak najszybciej.
Nałożyłam na siebie ubrania i ubrałam jakieś czarne buty na wysokim obcasie,czym prędzej wsiadłam do mojego samochodu i ruszyłam do budynku gdzie jedynie mógł być-KASYNO.
* * *
-Jestem z Bieberem-powiedziałam ochroniarzowi,on sprawdził listę i zaprzeczył ,a tak liczyłam że się uda.
-Nie ma cię na liście..-wymamrotał.
- Ona jest ze mną-pociągnął mnie za rękę jakiś przypadkowy brunet i pociągnął do środka. Ochroniarz nie miał nic przeciwko ,a ja uśmiechnełąm się w duchu.
-Dziękuje-uśmiechnęłam się delikatnie do chłopaka.Był nawet przystojny.Jego niebieskie oczy i takie wiśniowe usta.Jego biała koszulka idealnie go opinała,dzięki czemu mogłam zobaczyć jego świetnie zbudowany abs.Dobra, był cholernie przystojny.
-Jestem Shon-ucałował moją rękę.
-Amber, jeszcze raz dziękuję,ale muszę szukać kolegi-zaczerwieniłam się więc automatycznie się odwróciłam.
-Rumienisz się ,ooo. Kogo szukasz? Może ci pomogę, słuchaj kochanie popatrz ile tu ludzi ,nie poradzisz sobie sama-zaproponował. W sumie dobrze i tak nie mógłby mi nic zrobić, jesteśmy wśród ludzi.A według mnie wydawał się miły.
-Justin, Justin Bieber kojarzysz?
-Słońce dobrze trafiłaś, to mój bardzo dobry przyjaciel i nawet wiem gdzie jest-chłopak pociągnął mnie za rękę. Szczerze? Bałam się że zaprowadzi mnie do jakiegoś pustego pomieszczenia czy coś.A co jeżeli Justinowi się coś stało? W ogóle czemu ja się o niego martwię?
Weszliśmy do jakiegoś ciemnego pomieszczenia,gdzie od razu zauważyłam Justina. Siedział z drinkiem w ręku a w okół niego siedziało mnóstwo półnagich dziewczyn.Gdy to zobaczyłam tak jakoś poczułam się gorzej, jakby moje serce złamało się na kilka drobnych kawałeczków. Miałam już wyjść z płaczem, ale musiałam udawać silną.. właśnie chociaż udawać.
-Amber?!-Justin zerwał się z kanapy i podszedł do mnie, ja odsunęłam się od niego trochę i spojrzałam w bok na tamte dziewczyny.To wszystko wyglądało masakrycznie, co on ze sobą robi?
-Justin musimy pogadać,dziś rano nie dałeś sobie nic powiedzieć.
-Słuchaj Amber nie ma nic do gadania, niepotrzebnie się łudziłem w ogóle co ja sobie wyobrażałem? Ja pierdole,jesteś zajebistą dziewczyną.Jesteś śliczna ,a ja cię kocham,ale nie mogę cię mieć!-krzyknął.
Co on powiedział? On mnie kocha? Sądzi że jestem śliczna, jejku. Mieszane uczucia.Justin miał już odchodzić a ja krzyknęłam jak najgłośniej umiałam:
-Nie jestem już z Ashtonem!-krzyknęłam,a źrenice chłopaka momentalnie się rozszerzyły,a do moich oczu napłynęły gorzkie łzy.
-Amber,co?-podszedł do mnie i przytulił mnie do siebie.
-Justin,proszę wróć ze mną do domu,wróć,nie wracaj tu nigdy więcej-wyszeptałam mu do ucha.
-Amber -chłopak jęknął niezadowolony-ale ja nie mogę, nie potrafię-wypuścił mnie ze swoim objęć,a ja w ty momencie poczułam się bezbronna.W jego ramionach czułam się tak bezpiecznie,mogłabym tulić go całe życie. Justin spojrzał na mnie ze współczuciem,a ja otarłam łzy z mojego policzka.
-Nie zostawiaj mnie, potrzebuję Cię, Justin-powiedziałam,myślałam że tego nie usłyszał,a jednak odwrócił się do mnie i znów wtuliłam się w jego wielkie ,bezpieczne ramiona.
-Nie zostawię Cię, przecież wiesz.-spojrzał na mnie tymi pięknymi oczami.Wyrażały więcej emocji niż tysiące słów.
* * * * *
Chłopak cały czas tulił dziewczynę, a ona płakała i płakała. Jednak nikt z nich nie zauważył że obserwuję ich dwóch, dość napakowanych mężczyzn, a Justin nie zdawał sobie sprawy,w co tak naprawdę się wpakował.Mężczyźni szeptali sobie coś na ucho,zrobili zdjęcia i z wymalowanymi uśmiechami na twarzach wyszli z klubu.
-W końcu coś na niego mamy, Stevan rozumiesz? Wygramy, w końcu.Wygramy tę wojne!-powiedział jeden z mężczyzn odpalając papierosa. Obaj oparli się o maskę czarnego samochodu.
-Tak, tak Shon w końcu go mamy.Ta seksowna brunetka to Amber, zapamiętaj sobie to imię,bo bardzo dobrze nam posłuży-obaj zaśmiali się szyderczo i wsiedli do samochodu oczekując aż para wyjdzie z klubu i wróci do akademiku.

*   *   *
No to już czwarty ♥
Słuchajcie, wiem że myślicie że pędze z tym co ma się dziać,ale główna akcja dopiero się zdarzy!
Jak myślicie o co chodzi z tymi facetami?
Przepraszam za błędy,ale rozdział pisany na szybko.
Kocham was, do następnego !




sobota, 18 stycznia 2014

THREE

*Justin's POV*
W drodze powrotnej Amber zasnęła.Wyglądała tak idealnie, nie ważne było to że była cała mokra i zbrudziła mi moje skórzane auto.Było ważne to co powiedziała 'Kocham cię Justin' Te słowa zostaną w mojej głowie na zawsze.
Amber zawsze była dziewczyną o której marzył każdy chłopak,ale oczywiście żaden tego nie okazywał,bo chodzi z Ashtonem,który liże jej dupe i zrobi co tylko zechce. Tak rozumiem dziewczyny to lubią, ale mogę się założyć że lubią też trochę adrenaliny.
Tylko co mam teraz zrobić? Tak po prostu  mamy znów skakać sobie do gardeł,przecież ta dzisiejsza noc zmieniła wszystko,prawda? Czy ona powiedziała mi to tylko dlatego że była pod wpływem alkoholu? Nie, to nie może tak być.Kocham ją,nie wierze że to mówię,ale ją kocham. Dla niej zrobiłbym wszystko..
Z moich rozmyśleń wyrwał mnie mój telefon. Wyciągnąłem go z szafki i zobaczyłem na wyświetlaczu 'Caroline'
-Justinkuuu-wypiszczała do słuchawki.
-Co chcesz Caro?-wysyczałem.
-Jak to co chcesz? To ty ostatnio dzwoniłeś do mnie z prośbą o gorący seks. Więc to teraz ja o to cię proszę-tak to prawda, uprawiałem kilka razy seks z Caroline.Ale nikt nigdy się o tym nie dowiedział i mam nadzieję nigdy nie dowie.
-Caroline .. to koniec, nie będzie już żadnego sesku, przepraszam.Zapłacę ci odpowiednią sumę,abyś nikomu nie mówiła,okey?-spytałem.Mam nadzieję że się zgodzi, bo inaczej mój plan związany z Amber mógłby legnąć w gruzach.
-Zastanowię się, pogadamy jutro o 7:40 w parku w akademiku, lepiej bądź, bo twój sekret może już nie być sekretem Justinku , papa-rozłączyła się.
Nie wiedziałem że ta mała dziwka może być aż tak mądra  i próbować to komuś powiedzieć, jednak myliłem się.Muszę zaoferować jej dość pokaźną sumę,bo inaczej jestem skreślony w oczach mojej pięknej księżniczki.
Gdy już dojechaliśmy zaparkowałem  przed akademikiem i wyciągnąłem na rękach śpiącą dziewczynę. Niosłem ją aż do pokoju jej i Emily. Zapukałem z nadzieję że współlokatorka dziewczyny jeszcze nie śpi. Na szczęście dziewczyna otworzyła mi drzwi. Gdybyście widzieli jej bezcenną minę ,gdy zobaczyła mokrą Amber śpiącą na moich rękach. Zaśmiałem się w duchu ,a przerażona przyjaciółka spytała:
-Co ty z nią zrobiłeś?!- krzyknęła.
-Nie krzycz, chyba też nie chcesz jej obudzić-zaśmiałem się i jeszcze raz zerknąłem na słodko śpiącą dziewczynę.
-Justin czy ty ją..-Emily spytała,a ja jej przerwałem:
-Nie ,nie zgwałciłem się,nic po między nami nie było.Przywożę ci ją prosto z imprezy Emily, a ty powinnaś mi podziękować -wystawiłem język.
-No okej,okej dziękuję Justin - w końcu się uśmiechnęła i dodała- połóż ja w jej pokoju.
Pierwszy raz byłem u dziewczyn. Emily wpuściła mnie do środka a ja mogłem zobaczyć idealnie urządzone mieszkanie, było trochę mniejsze od mojego i Chrisa,ale i tak było bardzo przytulne. Dziewczyna prowadziła mnie przez stertę pokoi aż w końcu doszliśmy do fioletowego pokoju,który chyba najbardziej przypadł mi do gustu. Wielkie łóżko- to było coś w tym niesamowitego,zaśmiałem się w duchu gdy wyobraziłem sobie co moglibyśmy tworzyć tu z Amber, no co jestem w końcu chłopakiem nie?
-Połóż ją i idź już-wymamrotała,a ja zrobiłem o co prosiła. Ułożyłem moją księżniczkę na łóżku i przykryłem jakimś kocem który leżał na półce obok. Spojrzałem na nią i ucałowałem jej czoło:
-Słodkich snów kochanie-uśmiechnąłem się do niej i wyszedłem z ich mieszkania.
Nie mieszkaliśmy od siebie znowu tak daleko więc po kilku minutach byłem u siebie.
- Justin BIEBER ! Gdzie ty do cholery byłeś? Ogłosili wygraną a ty znów zniknąłeś? Jaką dziwkę sobie wziąłeś?-spytał Chris opierając się o ścianę w przed pokoju.
-Cześć mamo-zaśmiałem się i dodałem-akurat dziś byłem z najseksowniejszą dziewczyną świata na plaży w nocy,a  co?
-Przecież Emsy była ze mną-zaśmialiśmy się.
-Byłem z Amber- tęczówki mojego przyjaciela rozszerzyły się bardziej niż Emily gdy zobaczyła mnie z Amber.
-Jak to z Amber,ona nie była z Ashtonem?
-Akurat była tak pijana ,że pojechała ze mną-przypomniałem sobie całą tą sytuację z plaży-było zajebiście, ale nie ,nie uprawialiśmy seksu jeżeli chcesz o to spytać,haha.
-No okej, idę spać, dobranoc-odszedł z mojego pola widzenia ,a ja poszedłem pod prysznic.

-Morning-
*Amber's POV*
Obudziłam się z bardzo silnym bólem głowy, otworzyłam spokojnie oczy,ponieważ wszystkie firanki w moim pokoju były zasłonięte,więc poranne światło jeszcze nie dotarło do moich oczu. Chwyciłam sie za głowę i próbowałam wstać lecz na marne. Ból dawał o sobie znaki. Na szczęście do mojego pokoju weszła Emsy.
-Hej słoneczko,masz wodę i tabletki-podała mi wcześniej wymienione rzeczy do ręki,a ja posłusznie połknęłam tabletkę.
-Dzięki kochana, nie wiem co bym bez ciebie zrobiła-uśmiechnęłam się do niej mimowolnie,zauważyłam w jej twarzy niepokój,albo coś dziwnego?
-Co jest?-spytałam.
-Am pamiętasz coś z wczoraj?-spytała przeczesując ręką włosy.
-Huh, nie? Zrobiłam coś głupiego?-spytałam dziwiona próbując przypomnieć sobie wczorajszą noc,jednak na marne. Gdy chciałam sięgnąć dalej w moich myślach,moja głowa próbowała zabić mnie od środka.
-Pogadaj dziś z Justinem Bieberem.. chyba macie o czym,ubieraj się ,bo lekcje za 45 minut ,śniadanie na stole, ja idę do Chrisa-ucałowała moje czoło i wyszła z pokoju.
Z kim? z Justinem? Co się wczoraj działo? Co ja wczoraj zrobiłam? Tylko takie pytania przechodziły przez moją bolącą głowę.
Poszłam do łazienki,aby się ogarnąć i przy okazji ubrać,wyglądałam gorzej niż zawsze.
*Justin's POV*
Emily weszła do naszego mieszkania i oczywiście razem z Chrisem polecieli do ich pokoju.
-PORANNY SEKS!-krzyknąłem, na co dwójka się zaśmiała.Na szczęście miałem się spotkać z Caroline,więc nie musiałem słyszeć ich zbędnych krzyków.
Wyszedłem z naszego mieszkania i udałem się w stronę parku.Wiedziałem że będę musiał pogadać dziś z Amber,po prostu muszę powiedzieć jej ile dla mnie znaczy.
Usiadłem na ławce obok Caroline,która oczywiście miała na sobie tonę tapety i różowe dodatki które tylko oszpecały jej wizerunek.
-Cześć Bieberku -chciała pocałować mnie w usta lecz ja odwróciłem głowę.Jęknęła niezadowolona,a ja powiedziałem.
-Dam ci ile chcesz,ważne by to co robiliśmy nie dotarło do światła dziennego,okej?
-Nie chce pieniędzy,chce Ashtona-powiedziała Caro,a ja spojrzałem na nią, serio? Jezu,chyba jej się coś pomieszało.Choć w sumie gdyby była z chłopakiem dla mnie było by to lepiej.
-Jak?
-Normalnie,jutro macie mecz prawda? A wejściówki do waszych szatni mają tylko zawodnicy i ich dziewczyny,załatw aby Amber nie miała,ale żebym ja przejęła jej wejściówkę,resztę to już sobie poradzę.
-Okej,ale w tedy gdy wypaplasz nasz sekret wyrwę ci wszystkie części twojego ciała i znów poskładam i tak cały czas, więc kochanie nawet nie próbuj.
-Spokojnie,już nie potrzebuje twojego kolegi -ścisnęła go przez materiał spodni,ale on tylko westchnął niezadowolony,gdyby Amber to zrobiła pewnie szalałby jak byk gdy zobaczy kolor czerwony-będę miała Asha więc wiesz.. dobra idę bo mam ochotę na seks,a Drake napisał mi że ma ochotę.
Boże jaka dziwka-pomyślałem. Caroline odeszła,a ja już miałem odchodzić, gdy ktoś pociągnął mnie delikatnie za koszulkę.Obróciłem się i zobaczyłem Amber z wymalowanym smutkiem na twarzy.
-Amber? Co się stało?-spytałem,a dziewczyna tylko westchnęła ramionami.
-Justin,musimy pogadać.-wiedziałem że ten moment nadejdzie,ale nie wiedziałem że aż tak szybko.Usiedliśmy na ławce,a dziewczyna zaczęła mówić:
-Justin,nic z wczoraj nie pamiętam,kompletnie nic.Ale dziś rano Emily powiedziała ,że ty będziesz wiedział co się ze mną działo,więc?-dziewczyna uniosła lewą brew ku górze. Miałem powiedzieć jej prawdę? Miałem powiedzieć jej że wyznała mi miłość,że całowaliśmy się ,a ja się w niej zakochałem?
-Amber...-miałem powiedzieć jej jak bardzo ją kocham-po prostu odwiozłem cię do domu,wpadłaś do kałuży bo byłaś mokra-sam nie wiedziałem dlaczego skłamałem, po prostu nie mogłem jej tego powiedzieć, jestem tym złym chłopakiem,pamiętasz Justin? Ona ma chłopaka.
-Okej, no to żeby nie było aż tak źle,dziękuję-lekko się uśmiechnęła i uciekła ode mnie gdy zobaczyła Ashtona który szedł w stronę szkoły.
*Amber's POV*
Podbiegłam do Ashtona,ale nasze dzisiejsze spotkanie nie wyglądało jak inne.
-Co jest? Czemu nie dasz dać sobie buziaka kotek?- spytałam usiłując pocałować chłopaka.
-Teraz kotek? A wczoraj z Bieberem się nieźle zabawiałaś.Przestań Amber.. nie wiem jak to z nami będzie, po prostu zachowałaś się dziwkarsko wiesz?-wysyczał w moją twarz.A ja zamarłam, poczułam że wodospad łez wypływa z moich oczu.
-Teraz będziesz płakać Amber? Sorry,ale lekcja mi się zaczęła, Justin pewnie ci pomoże nie? Tak jak wczoraj.-po prostu odszedł. Ja pobiegłam przez park do naszego mieszkania. Jak to Justin mi pomógł? Co naprawdę stało się wczoraj? Mam tego dość, chce się w końcu dowiedzieć.
Dobiegłam do naszego pokoju z płaczem i wleciałam do mojej sypialni nawet nie zamykając drzwi.Płakałam do poduszki jak mała dziewczynka.Jak własny chłopak którego tak bardzo kocham mógł mi powiedzieć że zachowałam się 'dziwkarsko',jak on mógł mnie tak zostawić? Nawet nie dał mi nic powiedzieć.Nie miałam zamiaru dziś iść na zajęcia, wiedziałam że będę mieć z tego powodu jakiś problem, ale nie to było teraz ważne.
*Justin's POV*
Amber po chwilowej rozmowie z Ashtonem pobiegła z płaczem ,podejrzewam że do jej mieszkania.Co chłopak mógł jej powiedzieć? Przecież kilka minut temu była taka uśmiechnięta gdy go zobaczyła?
Czym prędzej pobiegłem za nią, drzwi do ich mieszkania były otwarte więc szedłem  i od razu dobiegł do moich uszu dźwięk gorzkiego płaczu i szlochania,który dobiegał z pokoju Amber,od razu wszedłem do pokoju i podbiegłem do dziewczyny.Przytuliłem ją do siebie,a ta zamiast jak to w amerykańskich filmach wtulić się we mnie,strzeliła mi z liścia.
-Nienawidzę cię!-krzyknęła-Zniszczyłeś mój związek z Ashtonem,nienawidzę cię -szlochała.Jej oczy były całe spuchnięte i czerwone od płaczu.Nie wierzę,że to ja doprowadziłem ją do takiego stanu.Znienawidziłem siebie w niecałej sekundzie.
-Amber, to nie tak,nie pamiętasz co było wczoraj?-mówiłem w miarę spokojnie,ale i tak emocje mną rządziły.
-Kurwa wyobraź sobie że nie pamiętam wiesz!-warknęła.
-Powiedziałaś mi że mnie kochasz, a ja tobie też, a na dodatek mnie pocałowałaś!-krzyknąłem,ale nie tak głośno jak dziewczyna.

* * * *
Trzeci już za nami :)
Mam kilka ogłoszeń:
-zapisujcie się do informowanych jeżeli oczywiście wam się podoba ♥
-zaczynam ferie więc rozdziały będą bardziej dopracowane
-Jak się podoba szablon? Bardzo dziękuję dziewczynie z tt że mi to zrobiła ,jest śliczny według mnie:)


Bardzo cieszę się ,że to czytacie,mam nadzieję że choć trochę wam sie podoba :) ♥
A jeżeli chcecie jeszcze więcej emocji to zapraszam na http://the-last-love-jb.blogspot.com/ naprawdę świetne pisane przez moja przyjaciółkę @_xHisBelieber -jest naprawdę utalentowana!
Jak myślicie co się stanie?


Do następnego!









środa, 15 stycznia 2014

TWO

*Justin's POV*
Zadowolony z siebie odeszłem od Amber choć i tak przeklinałem się w myślach.Mogłem brnąć w to dalej. Powiedzmy że bardzo dobrze działam na kobiety,ale Amber była inna, ona nie była łatwa tak jak wszystkie,ale niestety była zajęta.Teraz mogłem z nią normalnie pogadać bo była pijana,gdyby była trzeźwa od razy strzelałaby humory do tego że do niej podszedłem, tak była zadziorna,ale to jeszcze bardziej mnie do niej ciągnęło.
-Po pierwsze, po drugie -ktoś zaczął mówić końcowy werdykt- po trzecie milion dolarów wygrywa ... JUSTIN BIEBER!-krzyknął a ja ze szczęścia podbiegłem znów do Amber, wziąłem ją na ręce i kręciłem w okół własnej osi
- Tak tak tak!-zacząłem całować dziewczynę w każde możliwe miejsce na jej ciele ,czy twarzy. Radość i dumna mnie rozpierała,myślałem że nie wygram, a jednak los dziś był po mojej stronie.
-KURWA MAĆ!-usłyszałem za sobą wrzaski Ashtona,ale w ogóle się nimi nie przejąłem.Jeszcze kilka razy obróciłem Amber w okół siebie ,aż do momentu gdy zawołali mnie do siebie na scenę ,aby odebrać nagrodę.Chłopak dziewczyny wyrwał ja ode mnie,na co ja się tylko zaśmiałem, bo ta jęknęła niezadowolona,gdy zabierał mi ją z rąk.
-Gratulujemy! co zrobisz z pieniędzmi?- spytała dość urocza blondynka.Ogarnąłem ją od stóp do głowy.Była cholernie seksowna,miała na sobie czerwoną sukienkę która tylko podkreślała jej azjatyckie kształty.
-Co zrobię? Na pewno wezmę seksowną brunetkę gdzieś w cholerę daleko!-krzyknąłem do mikrofonu,a ludzie zaczęli klaskać i cieszyć się ze mną. W sumie nie wiem czy się cieszyli,ale wiem jedno, byli nieźle wstawieni więc bardzo dobrze się bawili. Zszedłem ze sceny z wielką,czarną walizką,gdzie znajdowało się równe milion dolarów.
-Bieber?-ktoś pociągnął mnie za kurtkę w kąt.
- Kurwa Shon dawno cię nie widziałem stary!-zobaczyłem mojego kolegę sprzed kilku lat z kótrym zawsze dobrze się bawiłem.Co rozumiem w tym znaczeniu? Miał naprawdę świetny towar.Ludzie uważali że jestem uzależniony od narkotyków,lecz ja tak nie uważam.
-BIEBER,mam zajebisty towar prosto z Rio -zaśmiał się dźwięcznie
-Z RIO stary kurwa gdzie ty jeszcze nie byłeś!-uśmiechnąłem się szeroko i oboje poszliśmy za budynek,gdzie zawsze wszyscy palili,pili i uprawiali seks. No co? tak wyglądają realia tego miejsca, przepraszam,ale tak to wygląda.
*Amber's POV*
-O co ci chodzi?-ledwo co stałam na nogach i śmiałam się Ashtonowi w twarz
-O co mi chodzi? Justin cie obmacuje,podnosi,a ty się z tego cieszysz? A na dodatek marudzisz gdy chce cię od niego zabrać.NO kurwa jesteś moją dziewczyną,a to nie jest normalne-krzyknął,na co ja tylko zachichotałam
-Serio? Ja pierdole,nie wiem jak ty,ale ja wychodzę-rzucił w powietrze rękami ,wypił do końca drinka i wyszedł z budynku.Biegłam ,jeżeli przytrzymywanie się blatu i popychanie się do przodu można nazwać biegnięciem.Niestety moje 'starania' poszły namarne,zauważyłam grupkę bawiących się ludzi za budynkiem kasyna więc powoli do nich podreptałam. Zauważyłam że Justin też tam siedzi i pali skręta więc usiadłam obok niego.
-Oo,cześć shawty- powiedział patrząc na mnie i przy okazji wypuszczając dym z ust.
-Cześć przystojniaku dasz mi?-spojrzałam na marihuanę ,a ten tylko się zaśmiał.
-Nie pozwolę ci skarbie, jesteś już dość pijana,a oboje chcemy żebyś wróciła do akademiku prawda?- przejechał nosem po mojej szyi ,a potem zaczął ją namiętnie ssać przez pewnen czas ,więc podejrzewam że zostawił malinkę.Jęczałam z podniecenia,na co chłopak tylko się zaśmiał. Teraz dokładnie mogłam poczuć jego nieziemskie perfumy,boże jakie one były idealne.
Gdy już skończył skręta i pociągnął mnie za rękę do swojego samochodu.Gdy zauważył że ledwo co idę wziął mnie na ręce i położył na miejscu pasażera.Po chwili wrócił do mnie kładąc na tylnych siedzeniach teczkę z pieniędzmi które wygrał. Popatrzył na mnie,usiadł na swoim miejscu i odjechaliśmy z piskiem opon.
-Gdzie tak właściwie chcesz jechać? Mamy przed sobą całą noc i chyba nie chcesz jej zmarnować zwłaszcza dlatego też że mam przy sobie milion dolarów i zajebistą dziewczynę na siedzeniu obok
*Justin's POV*
Amber uśmiechnęła się do mnie tym swoim seksownym uśmieszkiem,rozłożyła swoje nogi prosto i powiedziała do mnie ,jeżdżąc po mojej koszuli palcem i próbując odpiąć jeden guzik.
-Jasne że chce gdzieś jechać, jedźmy na plaże,kąpmy się nago!-śmiała się tak uroczo.Zerknęła do swojej torebki ,ponieważ chyba dostała sms.
-Kto tęskni?-spytałem gdy zauważyłem że próbuje odblokować telefon, była tak kompletnie pijana,musiałem wykorzystać tę noc.
-Emily pisze do mnie że martwią się z Ashtonem o mnie i że mam wracać-wymamrotała z trudem
-A chcesz wracać?-podniosłem prawą brew ku górze i spojrzałem na dziewczynę
-Jasne że nie-uśmiechnęła się i popatrzyła przez okno.Tak Nowy Jork o tej porze jest po prostu idealny.
Resztę drogi jechaliśmy w ciszy.Tak jak moja księżniczka sobie zażyczyła pojechaliśmy na plażę, wyciągnąłem ją z samochodu na rękach i weszliśmy na piasek, zostawiłem jej obcasy w samochodzie ,tak jak i torebkę gdzie znajdował się telefon. Nie chciałem aby ktoś nam przeszkadzał.
- Justin choodź- Amber ciągnęła mnie w stronę morza, gdy już woda dotykała naszych nagich stóp wtuliła się we mnie i spytała:
-Dlaczego to robisz?
-Co kochanie?-uśmiechnąłem się do niej.
-Kasyno, zioło ..to wszystko -wymamrotała a mnie zatkało.Czy Amber się o mnie martwiła? Podobno myśli trzeźwych to słowa pijanych,ale czy to prawda?
-Tak jakoś,muszę coś robić.Nie mam dziewczyny, Chris ciągle spędza czas z Emily a mi się nudzi w pokoju, więc siedzę tam.-odpowiedziałem szczerze.
-Masz mnie -te słowa mnie zabolały.Wiecie czemu? Bo wiedziałem że tak naprawdę tak nie uważa, przysięgam że gdybym mógł ją mieć rzuciłbym to wszystko i uchyliłbym dla niej niebo gdybym musiał,zrobiłbym wszystko aby była szczęśliwa.
Wziąłem Amber na ręce i wszedłem do morza,a fale uderzyły w nas tak że byliśmy już cali mokrzy.Dziewczyna tylko zaczęła się śmiać i wydurniać w wodzie, taką Amber kochałem-po prostu była sobą.
-Justin,Justin-nagle zaczęła się topić,więc szybko do niej podpłynąłem ,a ona wyskoczyła z pod wody przy okazji wskakując w moje ręce. Moje dłonie spoczywały na jej pośladkach co bardzo mi odpowiadało
-Kocham cię Justin-w tym momencie jej słodkie malinowe usta dotknęły moich,pogłębiła pocałunek i wtuliła się we mnie, a delikatne fale morza uderzały o nasze ciała.
Chciałbym aby ta chwila trwała wiecznie..

* * * * *
No cześć moje skarby ♥
Już drugi rozdział za nami? :)
Nie myślcie że za szybko jadę z fabułą, to co ma się STAĆ dopiero się stanie.
Mam do was prośbę, zostawcie po sobie komentarz, im jest ich więcej mam większą motywację do dalszego pisania, wpisujecie się w zakładkę informowani!


Kocham was !



niedziela, 12 stycznia 2014

ONE

*Amber's POV *
-Amber, Amber wstawaj!-znów kolejny dzień w tym pieprzonym akademiku.Znów 6:00 budzi mnie Emily -moja przyjaciółka którą kocham ponad życie,a zarazem moja jedyna -na szczęście współlokatorka.
-ughh Emsy daj mi jeszcze 10 minut-wymruczałam i zakryłam uszy poduszką wsuwając się jeszcze bardziej w ciepłą kołdrę.
-boli cię? potem mam słuchać cały dzień że nie zdążyłaś się ogarnąć?- zaśmiała się i zrzuciła ze mnie kołdrę.
-boże! co ja z tobą mam!-udałam obrażoną i niechętnie wstałam z łóżka.
-dobrze królewno Bell la ro za - zaakcentowała każdą sylabę mojego nazwiska którego tak bardzo nie lubiłam. Amber Bellaroza to brzmi masakrycznie,prawda?
-wiesz że nie lubię mojego nazwiska więc błagam przestań je wymawiać-przejechałam ręką po włosach i podreptałam do łazienki,usłyszałam chichot mojej przyjaciółki.
Stanęłam przed lustrem i zobaczyłam coś okropnego.Włosy miałam rozczochrane i porozrzucane naprawdę wszędzie. Oczy miałam jeszcze niedospane.Jakim prawem mam takiego przystojnego chłopaka ,jak ja wyglądam jak niedorobiona czarownica? Tak Ashton był moim chłopakiem,który był o rok ode mnie starszy. Grał w drużynie koszykarskiej,ale niestety nie był jej kapitanem,ale to i tak nie było najważniejsze. Bardzo ważne było to że mnie kochał a ja jego.Nie wyobrażam sobie życia bez niego.
Wracając do mojej porannej toalety: przemyłam twarz i umyłam zęby.Przeczesałam włosy szczotką,na szczęście miałam je bardzo długie i proste.Choć czasem przeszkadzają mi  i wolałabym żeby były kręcone to i tak są nawet okej. Nałożyłam lekki makijaż i użyłam moich ulubionych perfum.Ubrałam się w przygotowane wczoraj ubrania a na buty nałożyłam botki ponieważ mięliśmy jesień,a botki kto jak kto ale ja uwielbiam. Usiadłam przy stoliku obok Emsy i wzięłam mój kubek gdzie na szczęście znajdowała się przygotowana przez moją przyjaciółkę kawa.
-dziękuję-uśmiechnęłam się szczerze do przyjaciółki.Wypiłyśmy obie napój ,zabrałyśmy nasze torebki i ruszyłyśmy w stronę uczelni.Akademik miał zalety i wady.Zacznę od zalet:był naprawdę niesamowicie urządzony,miałyśmy tak duże pokoje o których tylko mogłybyśmy sobie pomarzyć,oczywiście domyślacie się że naszym rodzicom nie brakuje pieniędzy,ale dla nas to nie jest takie ważne. Pokoi nie było dużo,jakieś 20. Potem szło się parkiem na którym tylko znajdowali się studenci.Ogólnie byliśmy tak jakby zamknięci na obszarze cholernie wielkim. Coś jak z amerykańskich filmów.Wady były takie że znajdowały się tu też puszczalskie,nadziane laski które naprawdę potrafiły zniszczyć życie..
*Justin's POV*
Gotowy do zajęć wyszedłem z naszego pokoju,domyślałem się że Chris znów nocował u Emily lub już wyszedł.Z resztą to nie było dla mnie aż takie ważne.Ważne było to co dziś działo się w kasynie,graliśmy o naprawdę grubą kasę -taka noc zdarza się nie często.O jakiej sumie mówię? równe milion dolarów.Uwielbiałem tam siedzieć. Wszędzie pieniądze, hazard,piękne tańczące dziewczyny które tylko proszą się o wskoczenie im do łóżka. O czym mogę marzyć więcej? Tak do akademiku chodzi oczywiście idealny -wyczuwacie ten sarkazm-Ashton Dollar,tak to nazwisko nie jest przypadkowe,jego rodzice mają kopalnie ropy naftowej jak i moi więc możecie się domyślić ich zysków.Na szczęście to ja jestem kapitanem drużyny i mogę sobie powrzeszczeć na Ashotna gdy gramy w kosza i niestety uczęszczam z nim do klasy.Jedyne co w nim lubię to jego dziewczyna-Amber czyli najprawdopodobniej najpiękniejsza ,a zarazem najseksowniejsza dziewczyna chodząca po tej planecie.Jej długie czekoladowe włosy,brązowe i głębokie oczy i te najlepsze malinowe usta. Ale dziewczyna niestety mnie nie lubi. Wie że gram i od tego czasu skaczemy sobie do gardeł więc nie jest za fajnie.
*narracja trzecioosobowa*
Zajęcia się właśnie się zaczęły. Emily i Amber jak to dziewczyny zajęły miejsce na samym końcu i próbowały wsłuchać się w lekcję nauczyciela.Amber była dziewczyną  której bardziej zależało na ocenach, a Emily? ona lubiła po prostu dobrze się bawić.Nie mówię że Amber nie, po prostu jej zależało żeby coś osiągnąć w życiu.Dziewczyna ponad wszystko ,chyba że Ashtona kochała aktorstwo.Gdy była mała zagrała w kilku filmach a jej kariera osiągała coraz większe szczyty, niestety podczas studiowania musiała zrobić sobie przerwę.
-Amber wiesz co dziś jest?-Emily szturchnęła przyjaciółkę gdy zobaczyła że nauczyciel w ogóle nie zwraca na nie uwagi.
-hmm?-spytała przyjaciółka dziwnie patrząc na Emily
-Największa impreza w kasynie,dziś grają o milion,słuchaj Am musimy iść -mówiła z zapałem Emily.
-Nie ma mowy,ja nigdzie nie idę.Wiesz że nienawidzę kasyn,a ty mnie tam pchasz.Mogę iść wszędzie ale nie tam. Nigdzie nie idę Emily,nigdzie -odparła zdenerwowana i wsłuchiwała się w lekcje.
* * *
-kto jak kto ale ten Justin jest przystojny-wymruczała Emily do ucha przyjaciółki gdy siedziały na wielkiej hali i oglądały mecz koszykówki gdzie grali chłopcy owych dziewczyn.
-Hellow? Emsy masz chłopaka,pamiętaj. Jejku tobie się zgadza to ,że jesteś blondynką i..A poza tym wiesz że z  niego to jedynie jest DUPEK-powiedziała ze złością w głosie Amber akcentując ostatnie słowo.
-Ale jest przystojnym dupkiem-zaśmiała się Emily.
-boże ,co ja z tobą mam-obie zaśmiały się dźwięcznie i usłyszały głośny dźwięk-który oznaczał że ktoś rzucił do kosza. Na szczęście to ich drużyna. Dziewczyny zaczęły klaskać i zeszły na dół do szatni chłopaków bo mecz dobiegł końca- oczywiście z wygraną drużyny gospodarzy.
-cześć kochanie-ktoś objął  Amber,a ona podskoczyła i zobaczyła swojego chłopaka który zaśmiał się gdy zobaczył jej reakcję.
-świetnie grałeś-dziewczyna złożyła słodki pocałunek na ustach chłopaka
-Ashton kurwa do szatni a nie oblizuj jej usta-przerwał im wysoki,przystojny brunet ciągnąc Ashtona za sobą.
-Daj spokój Bieber, po prostu mu zazdrościsz- krzyknęła do niego Amber.
-Mogę mieć każdą skarbie-warknął Bieber wpychając Dollara do szatni.
* Amber's POV*
-Emsy nie wierzę że tam idę. Dobra.. czerwona czy czarna?-spytałam moją przyjaciółkę pokazując jej dwie sukienki.
-Jasne że czerwona! i te czarne szpilki  z czerwonym obcasem zakładasz!-krzyknęła podekscytowana Emsy ,która sama ubierała dość obcisłą granatową sukienkę,choć mogłyśmy sobie na to pozwolić bo według mnie mamy świetne figury.

Gotowe wyszłyśmy przed akademik ,gdzie czekali na nas Ashton i Chris.Wspominałam że on jest przyjacielem Justina? Nie? to teraz o tym powiem, w porównaniu do Justina Christopher jest naprawdę uroczym chłopakiem.Strasznie dba o Emily,traktuje ją jak księżniczkę,oczywiście nie mówię że Ashton mnie tak nie traktuje.
-wyglądasz naprawdę gorąco-wymruczał mi do ucha mój chłopak ,podczas gdy otworzył mi drzwi do swojego auta.Ja zaśmiałam się cicho i wsiadłam z uśmiechem do samochodu.Chris i Emily jechali z nami więc atmosfera była naprawdę fajna,choć i tak wiedziałam że nie powinniśmy tam jechać.Nie lubiłam tego miejsca,szczególnie przez to że Justin tam chodził całymi dniami i nocami.Popadł w nałóg,kurde chciałabym mu pomóc,ale nasza aktualna relacja temu nie sprzyja.
- o czym tak myślisz?-bang! Z rozmyśleń wyrwał mnie Ashton,nawet nie zauważyłam że już byliśmy na miejscu. Głośna muzyka,alkohol ,narkotyki,papierosy -można to było wyczuć wchodząc już przed próg od budynku.
-IMIE.-podkreślił mężczyzna który wpuszczał zaproszonych do środka.
-OD BIEBERA -powiedział pewnie Chris,a wysoki mężczyzna spojrzał na listę,a po chwili podniósł sznurek czym zasygnalizował że możemy wejść do środka.
Justin siedział przy stole z dość wielką sumą pieniędzy.Chris z Emily podeszli do niego,a chłopak spojrzał na mnie i szczerze się uśmiechnął i oblizał seksownie wargi.Boże jego malinowe usta..JEZU. CO.JA.ROBIE. Nie,to jest dupek pamiętaj Amber, DUPEK.
-kochanie napijesz się czegoś? - spytał Ashton całując mnie w szyję.
-to wyzwanie?- lubiłam się z nim droczyć.
-a ile stawiamy tym razem?-uśmiechnął się łobuzersko.
-sześć-odpowiedziałam pewnie.
Chłopak pociągnął mnie do barku w okół którego tańczyły półnagie dziewczyny,tego też w tym miejscu nienawidziłam. Na szczęście nie miałam takich problemów z Ashtonem że patrzył ciągle na inne,a jeżeli raz tam spojrzał, no sorry to w końcu chłopak nie? Jestem dość wyrozumiała z czego jestem zadowolona. Barman gdy usłyszał że ma nalać nam po sześć kieliszków wódki szeroko się uśmiechnął. Nalał sześć po mojej i sześć po Ashtona. Na słowo start każdy z nas musiał je wypić jak najszybciej.
-Start!-powiedział barman a ja zabrałam się za pierwszy, potem drugi, trzeci..aż do szóstego kieliszka.
- pierwsza!-krzyknęłam zadowolona z uśmiechem wymalowanym na twarzy.Trochę zakręciło mi sie w głowie, no nie powiem alkohol i ja to czasem nie za dobre połączenie.
-myszko idę się do łazienki haha-powiedział już nieco zalany Ash i poszedł do łazienki.
Poczułam zimny oddech na mojej szyi.Odwróciłam się na chwilę i zobaczyłam Justina który wpatrywał się we mnie z pożądaniem.
-aż sześć? no brawo,haha-zaśmiał się dźwięcznie.Gdyby nie to że byłam pijana to opierdoliłabym go w ogóle że się do mnie odezwał.Tak jestem dziwna na początku chce żebyśmy się pogodzili,a teraz mam pretensje że do mnie podszedł.
-i jak gra?- spytałam obojętnie popijając drinka  o którego poprosiłam barmana.
-na razie zanosi się na to że wygram i możemy jechać gdzieś we dwójkę jeżeli chcesz -przybliżył mnie do siebie i pocałował mnie w dekolt. Jego usta dotknęły prawie moich odkrytych piersi,już miałam go odepchnąć,ale nie potrafiłam.Cholernie mi się to podobało.
-Jak zawsze seksowna Amber, seksowna Amber-wymruczał i tak po prostu odszedł. Co on ze mną robi?

*  * * * * * * * * * * * * *
To na razie tyle!
Myślę że pierwszy rozdział zachęcił was trochę do czytania :)

Zapraszam żeby zerknąć na bohaterów,a jeżeli się podoba zapisać się do informowanych ♥
Błagam zostawcie po sobie komentarz ,taki szczery, od serca :)

Kocham was xo